22 czerwca 2017

Youmiko Sushi (Kraków)


Moją pierwszą recenzję Youmiko napisałam na tym blogu jakieś pięć i pół roku temu. Wtedy ten mały bar mieścił się w trudno zauważalnym lokalu przy ulicy Szczepańskiej, kilka kroków od Rynku. Stwierdziłam, że już czas na porządną aktualizację, na którą Youmiko zasługuje jako jedno z najulubieńszych miejsc na sushi w Krakowie. 

Od około półtora roku Youmiko nie ma już na Szczepańskiej, mieści się za to w sercu Kazimierza, przy ulicy Józefa. Nie wiem, czy nowa lokalizacja może pochwalić się choć kilkoma dodatkowymi metrami przestrzeni, ale na pewno przez duże szyby kusi ciepłą atmosferą i kameralnością. Aż chce się wejść, gdy przechodzi się obok wieczorami i widzi licznych gości po brzegi wypełniających salę, z satysfakcją zajadających się sushi. 

W połowie czerwca odwiedziliśmy więc Youmiko z aparatem i zamiarem napisania pierwszej recenzji z Kazimierza. Po raz pierwszy skusiliśmy się na zestaw degustacyjny Omakase, aby oddać się fantazji sushimasterów, zaufać ich prowadzeniu i zobaczyć, na co stać Youmiko. Na początek postawiliśmy na 30 kawałków sushi, czyli 9 pozycji, za 105 zł. Wahaliśmy się, czy wziąć średni, czy ten największy (130 zł), gdy miła kelnerka poinformowała nas, że w razie czego zawsze możemy go później rozszerzyć do 38 sztuk. Oprócz Omakase w menu są także zestawy Okimari w cenie od 49 do 98 zł. W przypadku tych ostatnich również trzeba zdać się na sushimastera, choć Youmiko stara się dostosować do preferencji gości. Oba rodzaje zestawów serwowane są od godziny siedemnastej, z kolei do siedemnastej podawane są zestawy lunchowe, a sushi à la carte, zupy i sashimi przez cały dzień.

Na początek podano nigiri z okoniem morskim. Okoń zachwycił świeżością i smakiem podkręconym odrobiną startej skórki z limonki. Ta pierwsza para miała jednak jak na mój gust zdecydowanie za ciepły ryż, na szczęście przy temari z marynowanym pstrągiem temperatura zaczęła wracać do pokojowej. Kolejne były gunkan maki z gotowanymi na parze szparagami i z fantastycznie podkreślającymi je wyrazistymi, prażonymi płatkami migdałów. Później podano nigiri z ośmiornicą, hosomaki z rzepą i awokado oraz specjalność Youmiko, czyli “torcik”: lekko pikantny, fantastyczny tatar z dodatkiem sezamu owinięty plastrem łososia – najwięksi miłośnicy tej ryby nie byliby zawiedzeni. Następnie na stole pojawiło się coś, co przypomniało mi niedawny wyjazd na Maderę, która słynie z marakui, jednego z moich ulubionych owoców: cztery kawałki uramaków z kapitalną doradą, ogórkiem, awokado i właśnie słodko-kwaśną marakują. 

Później przyszedł czas na tempurę, którą Youmiko opanowało do perfekcji  jest lekka, ultradelkatna, bez grama wyczuwalnego tłuszczu i bardzo chrupiąca. Zjedliśmy futomaki ze sprężystą krewetką w tempurze oraz kolejne futomaki ze szparagami w tempurze, po czym zgodnie zdecydowaliśmy, że rozszerzamy zestaw do dużego, co wyniknęło wyłącznie z czystej zachłanności na kolejne niespodzianki, bo na tym etapie byliśmy już wystarczająco najedzeni. Dwie ostatnie uzupełniające pozycje to futomaki z jędrną cukinią w tempurze, a na koniec, trochę deserowo, słodko-słone inari sushi, czyli marynowana i smażona kieszonka z tofu wypełniona ryżem. 

Mimo że lokal pękał w szwach, wszystkie pozycje wydawane były dość sprawnie i w miarę regularnie, dopiero przy przedostatniej nastąpił odrobinę za długi przestój. Nie bardzo nam to jednak przeszkadzało  była sobota, późny, ciepły wieczór, leniwie piliśmy wino i nigdzie nam się nie spieszyło. Youmiko nadal robi “swoje” sushi, inne od pozostałych barów w mieście. Robi ukłon w kierunku lokalnych ryb i sezonowych produktów i, co najważniejsze, wciąż wkłada w to dużo pasji, tworząc miejsce, z którego nie chce się wychodzić.

Plus: świetne sushi, kameralna, luźna atmosfera.
Minus: ciasny lokal.
Adres: ul. Józefa 2 | mapa | FB | www
Polecam: na bardzo dobre sushi, po prostu.
Średnia ocena: 4.38 na 5.     Jedzenie – 4.5/5      Obsługa – 4.5/5      Wnętrze – 4/5          Ceny – 4.5/5












17 czerwca 2017

Co zjeść na Maderze?


Jeśli śledzicie mnie na Instagramie, to wiecie, że niedawno wróciłam z Madery. Dobrze znam kuchnię portugalską, ale jeszcze nigdy nie wyruszyłam poza Portugalię kontynentalną, więc miałam właśnie doskonałą okazję, by spróbować tego, co koniecznie trzeba zjeść na Maderze. To zestawienie najbardziej przyda się więc tym, którzy, tak jak ja, w Portugalii już byli, ale “wyspę wiecznej wiosny” odwiedzą po raz pierwszy.



Poniżej same konkrety, lista tego, co najbardziej mi smakowało oraz dużo zdjęć, w tym zdjęć maderskich krajobrazów, niejednokrotnie zapierających dech w piersiach. I proszę, nie zrażajcie się ilością jedzenia na niektórych talerzach. Choć jesteśmy poza kontynentem, to nadal Portugalia; porcje są niemal zawsze gigantyczne  poza kadrem stały pełne garnki i patelnie dań oraz niekończące się góry dodatków.

A więc czego warto spróbować na Maderze?

Lapas 


Po polsku “lapas” to czaszołki, gatunek owoców morza. Znajdziecie je w niemal każdej restauracji. Serwowane są zazwyczaj jako przystawka, na gorącej patelni, smażone z czosnkiem, masłem i natką pietruszki. Jedna porcja kosztuje, w zależności od miejsca, od około 4 do 8 euro.

Lapas czaszołki Mare Alta Machico Madeira
Widok na wybrzeże Madery
Widok na ocean z jednego z klifów Madery

Widok na maderyjskie miasteczko

Peixe-espada preto com banana 


Gdy na Mercado dos Lavradores w Funchal zobaczycie tę  co tu dużo mówić  brzydką rybę w kolorze smoły i z wyłupiastymi oczami, prawdopodobnie przejdzie Wam ochota na jej spróbowanie, ale warto, bo pałasz czarny to prawdziwy przysmak na Maderze, szczególnie w wersji ze smażonym bananem i sosem z marakui. 

Pałasz czarny z bananem i sosem z marakui
Pałasz czarny na Mercado dos Lavradores
Peixe-espada Mercado dos Lavradores
Ponta de Sao Lourenco
Tradycyjny dom maderyjski

Bife de atum


Okej, to nie jest coś charakterystycznego wyłącznie dla Madery, ale skoro już tam będziecie, koniecznie musicie zjeść go chociaż raz. To właśnie na Maderze jadłam najlepszy stek z tuńczyka w życiu, a było to w restauracji Lily’s, jakieś 10 minut samochodem od plaży w Machico (choć akurat ten na zdjęciu był jedzony przy plaży, w restauracji Maré Alta). Nie ma słów, by opisać tę świeżość, teksturę i smak! W restauracji za taki stek zapłacicie około 12 euro.

Bife de atum
Widok na Machico
Plaza w Machico
Tuńczyk na Mercado dos Lavradores

Milho frito


Obok batatów, milho frito to chyba najbardziej popularny dodatek do dań na Maderze. W dosłownym tłumaczeniu znaczy “smażona kukurydza”. Te małe kostki przygotowuje się z mąki kukurydzianej i smaży w głębokim tłuszczu; są podawane gorące i bardzo chrupiące. W restauracji Londres w Funchal porcja była tak duża, że większość wzięłam ze sobą na wynos. Choć z czasem straciło swą chrupkość, milho frito okazało się smaczne nawet jako zimna przekąska.

Milho frito
Ogród botaniczny w Funchal

Ogród botaniczny w Funchal

Ogród botaniczny w Funchal

Ogród botaniczny w Funchal

Owoce morza


To może oklepane, bo cała Portugalia słynie z najlepszych ryb i owoców morza, a nie tylko Madera, ale chcę to tu podkreślić, abyście i na to zrobili miejsce w swoich kalendarzach (bo tydzień wakacji to wcale nie jest dużo czasu, żeby to wszystko pozjadać). Ośmiornice, ostrygi, kraby, homary, krewetki, małże i wszystko, czego dusza zapragnie, jest na Maderze na wyciągnięcie ręki. Lećcie i jedzcie, bo to jest niespotykana jakość. Nie zapomnijcie przede wszystkim o kapitalnym daniu o nazwie caldeirada  jednogarnkowej portugalskiej potrawie z ryb, owoców morza i ziemniaków. 

Cataplana restauracja O Casco Machico
Krab w Machico

Krewetki

Ostrygi

Krewetki


Bolo do caco


Czy jest na świecie ktoś, kto nie lubi świeżutkiego, ciepłego pieczywa z masłem i czosnkiem? Poniżej w okolicznościach śniadaniowo-przekąskowych, w towarzystwie fantastycznego chouriço, w restauracji Ribeiro Frio w miejscowości o tej samej nazwie. Ale świetnego bolo de caco można zasmakować na Maderze również jako prego, czyli kanapki z grillowanym kawałkiem mięsa, szynką, serem, sałatą i pomidorem, czasem także z jajkiem sadzonym. Taka kanapka jest dostępna w maderskich kawiarniach niemal na każdym kroku. To także świetna opcja na tani lunch  prego kosztuje około 4-5 euro.

Bolo do caco w Ribeiro Frio
Szlak na Balcões

Szlak na Balcões

Owoce na Mercado dos Lavradores


Byłam już na wielu targach w wielu krajach (na przykład to w KutaisiOlhão czy Lublanie), ale żaden nie był tak piękny, jak Mercado dos Lavradores, do tego hipnotyzuje różnorodnością owoców. Spróbujcie krzyżówki banana z marakują, która z zewnątrz wygląda po prostu jak malutki banan, lub banana z ananasem (fruta deliciosa), który przypomina wielką zieloną szyszkę albo kolbę kukurydzy  świetna zabawa dla zmysłów! Najedzcie się marakujami, szczególnie tymi cytrynowymi i pomidorowymi, spróbujcie też trzciny cukrowej i anony, albo tych jeszcze bardziej egzotycznych, jak na przykład brazylijskiej gujawy. 

Mercado dos Lavradores Funchal

Banan marakuja Mercado dos Lavradores Funchal

Gujawa Mercado dos Lavradores Funchal

Anona Mercado dos Lavradores Funchal

Owoce tropikalne na Mercado dos Lavradores Funchal

Mercado dos Lavradores Funchal

Owoce tropikalne na Mercado dos Lavradores Funchal

Mercado dos Lavradores Funchal

Espetada


Podczas mojego pobytu na Maderze dopiero czwartego dnia, i to z lekkim oporem, skusiłam się na mięso, tak bardzo nie mogłam się nacieszyć codziennymi posiłkami z owoców morza i ryb. Słyszałam o tej espetadzie i myślałam, “ot, szaszłyk”. Byłam w szoku, jak bardzo to było pyszne: mięso okazało się soczyste, pełne smaku, supermiękkie, z wyraźną nutą czosnku i liści laurowych. Na samą myśl cieknie mi teraz ślinka!

Espetada restauracja Casco Machico
Widok z maderyjskiego klifu

Queijadas de maracujá


Nie mam zdjęcia, za szybko znikały. Musicie mi zaufać na słowo  jeśli gdzieś je znajdziecie, bierzcie, i to od razu w kilku egzemplarzach. Te, które ja jadłam, smakowały jak cudnie przypieczony z zewnątrz, miękki jak chmurka sernik ze słodko-kwaśną marakują, i choć za zwykłymi sernikami nie przepadam, to było niebo w gębie. No ale tego można się było spodziewać po mistrzach cukiernictwa, Portugalczykach. :) 

Poncha


Poncha to tradycyjny maderski napój alkoholowy wytwarzany z aguardente (rumu z trzciny cukrowej), miodu i cytryny. Najbardziej popularnym smakiem jest oczywiście poncha z sokiem z marakui, ale dostępne są także pomarańczowe (poncha regional), mandarynkowe czy o smaku tamarillo (albo, jeśli ktoś woli, cyfomandry grubolistnej). ;) Można się na nią natknąć dosłownie na każdym kroku, nawet na szlaku na punkt widokowy Balcões albo w barze na trzecim co do wysokości szczycie wyspy  Pico do Arieiro. Zamiast kupować w supermarkecie, najlepiej próbować jej w przypadkowych barach. Wielu, bo każdy przygotuje ją trochę inaczej!

Poncha w butelkach
Poncha o smaku marakui
Punkt widokowy Balcões MaderaPunkt widokowy Balcões i Pico do Arieiro Madera
Pico do Arieiro Madera


Co można przywieźć ze sobą z Madery? Butelkę ponchy i wina Madery, bolo de mel (tradycyjne ciasto piernikowe z cukrem trzcinowym, podobno najstarszy deser na Maderze, jest także dostępny na lotnisku), napój gazowany Brisa Maracujá (pijcie schłodzony!) oraz egzotyczne owoce z targu. Ja przywiozłam też 3 kg bacalhau. :)

*

Lubicie Portugalię tak bardzo jak ja? Poczytajcie jeszcze o:

◆ Gdzie zjeść w Lizbonie?

*



Bądź na bieżąco: