15 sierpnia 2017

Resto Bar Ogień (Pogorzany)


Na początku maja w Pogorzanach, oddalonych o około godzinę drogi z Krakowa, z inicjatywy właścicieli agroturystyki Koziarnia powstała wyjątkowa sezonowa restauracja pod gołym niebem, w której co tydzień, tylko w weekendy, działają znani szefowie kuchni przyrządzając potrawy wyłącznie na żywym ogniu. W poprzedni weekend, w ramach krótkiej wycieczki poza Kraków, w końcu odwiedziłam Resto Bar Ogień. 

Im bliżej tej pop-upowej restauracji, tym piękniejsze widoki mogliśmy podziwiać zza szyby samochodu, momentami do złudzenia przypominające dzikie, niemal opustoszałe bieszczadzkie trasy. Dojazd do Ognia jest nieoczywisty  przy Koziarni musieliśmy pytać o wskazówki, dopiero dalej, na coraz to węższej drodze, zauważyliśmy pierwsze oznakowanie. Gdy dotarliśmy na miejsce, mieliśmy wrażenie, że znaleźliśmy się dosłownie in the middle of nowhere, jednak sporo zaparkowanych aut i intensywne zapachy unoszące się w powietrzu zapewniły nas, że dobrze trafiliśmy.

Na miejscu zastaliśmy zadaszoną kuchnię z piecem opalanym drewnem oraz ławy na kilkadziesiąt osób, a także kilka drewnianych stołów i kolorowe hamaki pośród drzew. W Resto Bar Ogień co tydzień zmienia się głównodowodzący; w ten weekend w kuchni rządził Aleksander Baron z warszawskiej restauracji Solec 44. Pozostali kucharze to Przemek Błaszczyk z katowickiej Mañany, Pavel Portoyan, którego znacie z krakowskiego food trucka Kaukaz, Rafał Bernatowicz, Agnieszka Kraszewska, Bartosz Wilczyński i oczywiście rodzina Lorków, właścicieli wyżej wspomnianego, położonego niedaleko gospodarstwa agroturystycznego.

Od razu nam się spodobało: siedzieć wśród przyrody i kuszących zapachów, popijać wino, słuchać sączącej się z głośników muzyki i obserwować grupę kucharzy z pasją ujarzmiających ogień (już to kiedyś przerabiałam  tutaj – i było cudnie). Szkoda tylko, że nikt nie powiedział nam “dzień dobry”, nikt nie zauważył, że przyszliśmy, menu podała nam przypadkowa osoba i mimo zapewnień “zaraz do Państwa podejdę” nikt nie podchodził przez dobre dwadzieścia minut. Nie mam nic przeciwko samoobsłudze, bez problemu mogę podejść gdzie trzeba i zanieść talerz do swojego stolika, jeśli taka jest idea i jest ona jasno zakomunikowana, jednak w Ogniu pod względem obsługi panował totalny chaos. Niby jakaś była, ale pracowała tak, jakby jej nie było. Gdy w końcu ktoś podszedł, z mało szczęśliwą miną, i na moje pytanie odnośnie naparów widniejących w menu odpowiedział: “a to nie wiem... kolegi trzeba spytać... on robi jakieś napary... ale w sumie to nie wiem... rzadko je robi”, ręce mi opadły. Idea tego miejsca jest fantastyczna i naprawdę godna pochwały, ale przydałoby się jakieś minimum ogarnięcia serwisu, minimum wiedzy na temat tego, co jest serwowane oraz minimum troski o gościa, który często przejechał długie kilometry, by móc zjeść w Ogniu i zostawić tam wcale niemałe pieniądze. 

Przejdźmy jednak do tej przyjemniejszej części, czyli jedzenia. Jak możecie się domyślić, wraz z szefami zmienia się menu. Zależy ono też od dostępności sezonowych i lokalnych produktów. Tego dnia w karcie było 11 pozycji. Niektóre dania okazały się o kilka złotych droższe, niż w menu opublikowanym dwa dni wcześniej na Facebooku. Wino jest dostępne tylko na butelki i trzeba się domyślić, że w ogóle jest, bo ani nikt go nie zaproponował, ani go nie widać, ani w karcie nie ma na ten temat słowa. Warto zapamiętać, że jedzenie zaczyna być wydawane dopiero około 13:00-14:00, mimo że restauracja czynna jest od południa. Ja wiedziałam o tym tylko dlatego, że dzień wcześniej zadzwoniłam zapytać, czy trzeba rezerwować stolik (nie trzeba; duże stoły pełnią funkcję wspólnych stołów, a goście dosiadają się do siebie, więc zawsze znajdzie się miejsce). 

Zaczęliśmy od zupy pomidorowej (18 zł). To najlepszy moment na taką zupę, a ta była najlepszą pomidorową, jaką można sobie wyobrazić: sycącą i pełną smaku najlepszych letnich polskich pomidorów. Żałowałam, że wzięliśmy ją na pół! Następnie podano jedno z dań głównych (drugie dotarło dopiero po tym, gdy zjedliśmy pierwsze), czyli długo pieczone żebro wołowe podane z ziemniakami i smażoną cebulą (52 zł). Porcja potężna, mięso soczyste, równomiernie przyrządzone, idealnie się rozwarstwiające, pełne smaku. Esencjonalny, słodkawy sos z redukcji winogron krasne z winnicy Smykań, jakby z lekką nutą kwaśnej czarnej porzeczki, dopełniał je doskonale. 

Pieczonej baraninie (52 zł), również w konkretnym rozmiarze, także towarzyszyły młode ziemniaki. Trudno się im oprzeć – kto nie uwielbia ziemniaków prosto z ogniska z tym charakterystycznym aromatem i skórką, która aż chrupie od ognia? Posypana była liśćmi pokrzywy i chrupiącymi korzonkami pora, które dodawały daniu odrobinę ostrości. Mięso było wspaniałe, miękkie i aromatyczne, z dodatkiem lekko słodkiego sosu. Jedyna uwaga: aż prosiło się o więcej ziemniaków i nieco więcej sosu – pod koniec jedzenia brakowało mi jego smaku.

Rozpływający się w ustach podpłomyk z “twarogiem Jadzi” (25 zł) skradł moje serce. Tak delikatnego, puszystego i smacznego twarogu nie jadłam nigdy w życiu. Cudownie współgrał z jeżynami, które uwielbiam, świeżą, aromatyczną miętą i fantastycznym miodem (choć przyznam, że tego ostatniego mogłoby być trochę więcej, aby lepiej zbalansować rozkład smaków). Och, ten deser to było coś!

Świetne jest to, że po obiedzie można iść prosto na hamak pod drzewami – kto o tym nie marzy po obfitym posiłku? Choć pogoda (i obsługa) tego dnia średnio dopisała – było pochmurno, a pod koniec nawet się rozpadało – to miejsce urzekło mnie ciszą i piękną lokalizacją. Do tego wspaniałe gotowane na ogniu i jedzone na świeżym powietrzu potrawy z autentycznego produktu i prostych składników z okolicznych łąk i gospodarstw. Chwała za taki pomysł!

Plus: piękne położenie, świetny klimat wśród natury, pyszne jedzenie z ognia.
Minus: kiepska obsługa i brak organizacji, brak właściwego oznakowania dojazdu, brak wina na kieliszki.
Adres: ul. Pogorzany 221 | mapa | FB
Polecam: na weekendową wycieczkę poza miasto z przyjaciółmi, dziećmi, całą rodziną.
Średnia ocena: 4 na 5.     Jedzenie – 4.5/5      Obsługa – 2/5      (Ze)Wnętrze – 5/5          Ceny – 4.5/5


















2 sierpnia 2017

Jedzenie na mieście z aplikacją MNIAM – jak to działa?


Założę się, że każdy z Was chociaż raz stał kiedyś ze znajomymi na ulicy i zastanawiał się, gdzie pójść coś zjeść – zaraz, TERAZ! Wierzcie lub nie, ale nawet ja przyłapałam się kilka razy na tym, że stojąc na Rynku wyciągałam telefon i wchodziłam na własny blog w poszukiwaniu inspiracji na mojej liście polecanych restauracji… Brzmi śmiesznie? Może trochę, ale przecież na pewno doskonale znacie to uczucie: macie na coś ochotę, no ale… ale nie do końca wiecie na co, prawda? 

Od ponad miesiąca w Krakowie można korzystać z aplikacji, której założeniem jest rozwiązanie tego problemu i spore ułatwienie życia tym, którzy lubią jadać na mieście. Nazywa się MNIAM i jej twórcy zaprosili mnie niedawno do jej przetestowania. W tym artykule, oprócz mojej opinii na temat aplikacji, napiszę Wam krok po kroku, jak ona działa w praktyce. Z kolei na samym końcu tekstu znajdziecie instrukcję, jak otrzymać za darmo kupon na 25 zł do wykorzystania w dowolnej restauracji współpracującej z MNIAM. :)

Aplikacja Mniam opinia

Wybór oferty


Aplikacja działa na systemach Android i iOS, jest w pełni darmowa i możecie ją pobrać stąd, klikając w “Pobierz przez SMS”. Po założeniu konta zobaczycie listę ofert w postaci zdjęć dań, deserów lub zestawów promocyjnych, którymi restauracje w danym momencie rywalizują, aby zachęcić Was do wizyty. Te miejsca, do których macie najbliżej, znajdują się na samej górze listy. Przy zdjęciu dań widnieją też następujące dane: liczba metrów lub kilometrów, jakie dzielą Was od tej potrawy, jej cena, liczba dostępnych porcji oraz średnia ocena tej restauracji na podstawie opinii innych użytkowników MNIAM. 

Aplikacja Mniam opinia Krakow Veganic
Oferty pojawiają się codziennie i są dostępne od rana do wieczora: o 9:00 publikowane są oferty śniadaniowe, o 12:00 zmieniają się na lunchowe, a o 17:00  na kolacje. Jeśli jesteście zdecydowani, lepiej się spieszyć i zarezerwować danie  oferta w każdej chwili może zostać zawieszona przez restaurację, na przykład w przypadku chwilowego braku wolnych stolików.

Aplikacja Mniam opinia Krakow Bistro Bene
Śniadanie w Bistro Bene (23 zł) – jajka, kiełbaski, bekon, grillowany pomidor z parmezanem, w tym świeżo wyciskany sok za 1 zł









Rezerwacja


Co potem? Po wybraniu oferty, na którą macie ochotę, dwoma klikami rezerwujecie stolik. Możecie wybrać liczbę porcji (maksymalnie 8) oraz zaznaczyć, za ile minut będziecie na miejscu  do wyboru jest za: 10, 20, 30, 45 lub 60 minut. Po zarezerwowaniu dania, aplikacja zaczyna odliczać czas. Jeśli nie pojawicie się na miejscu w wyznaczonym czasie, MNIAM wyśle Wam notyfikację informując, że dostajecie dodatkowe 15 minut na dotarcie na miejsce. A jeżeli nie znacie dobrze Krakowa, wystarczy kliknąć przycisk “Prowadź” i wtedy GPS pomoże Wam dotrzeć do restauracji. W moim przypadku otwiera się wtedy menu i do wyboru mam: Apple Maps, Google Maps oraz Ubera (ponieważ takie aplikacje zainstalowane mam w telefonie). W każdej chwili możecie również anulować swoją rezerwację bez konsekwencji. 

Aplikacja Mniam opinia Krakow
Aplikacja mniam opinia Krakow Mo-ja Cafe
Sałatka z domowym pastrami, krewetkami, pomarańczami, groszkiem cukrowym i parmezanem (29 zł) w Mo-Ja Café

Wizyta w restauracji


Po przyjściu na miejsce, wystarczy poinformować obsługę, że dokonaliście rezerwacji poprzez aplikację. Wtedy kelner albo potwierdzi Waszą tożsamość, albo poprosi o pokazanie kodu QR, który generuje się w aplikacji przy rezerwacji. Co ważne, w czasie wizyty zarezerwowanej poprzez MNIAM wciąż możecie korzystać z regularnego menu restauracyjnego  na przykład możecie domówić napoje, albo Wasza osoba towarzysząca wybierze inne danie z karty, podczas gdy Wy będziecie korzystać z oferty zarezerwowanej w aplikacji. 

Aplikacja mniam opinia Krakow Ganesh

Płatność


Po poproszeniu o rachunek, kelner zapyta, jaką formę płatności wybieracie i tu są trzy wyjścia: karta, gotówka lub aplikacja. Ta ostatnia opcja jest najszybsza i najłatwiejsza  jeśli podpięliście swoją kartę do aplikacji, wystarczy jedno przesunięcie palca, aby uregulować rachunek (płatność inicjuje obsługa).

Ocena


Po dokonaniu płatności, MNIAM poprosi Was o wystawienie oceny według skali gwiazdek od 1 do 5. Opcjonalnie możecie dodać komentarz na temat wizyty. Oceny wraz z komentarzami widoczne są przez wszystkich użytkowników aplikacji, restauracja ma również możliwość, aby na nie odpowiedzieć. 

Aplikacja Mniam opinia Krakow
Aplikacja Mniam opinia Krakow Miodowy Piecyk

Aplikacja Mniam opinia Krakow Miodowy Piecyk
Pizza Margherita D.O.P. + piwo Be Like Mitch (36 zł) w restauracji Miodowy Piecyk


W MNIAM nie do końca chodzi o promocje, jak mówią twórcy aplikacji “nie chodzi o cenę, lecz o jakość”. Nie zdziwcie się więc, jeśli ceny w ofercie są dokładnie takie same jak w karcie  to się może zdarzyć, jednak wybór należy do restauratora  to w końcu on musi postarać się o Waszą uwagę. Dlatego, zauważyłam, często restauracje wystawiają ofertę promocyjną; najczęściej są to zestawy, np. “pizza + piwo za 1 zł” albo “zestaw lunchowy + domowa lemoniada gratis”. Jest to więc dobra okazja na ustrzelenie fajnych promocji, szczególnie jeśli Wasze ulubione miejsca korzystają z aplikacji. Nie da się ukryć, że bardzo dużo zależy tu od inwencji i kreatywności restauratora  jeśli zdjęcie będzie kiepskiej jakości, a takie czasem się zdarzają, zapewne nie wzbudzą dużego zainteresowania użytkowników, a tym samym nie przyciągną wielu gości.

Aplikacja Mniam opinia Krakow Ganesh
Frutisecco o smaku mango podane do indyjskiej kolacji dla dwojga (49 zł) w restauracji Ganesh

Moja opinia


Po tygodniu testów, w mojej opinii plusy i minusy przedstawiają się tak:

Minusy:

➖ Nie widać nazwy restauracji w momencie przeglądania ofert, co powoduje, że trzeba się naklikać, by znaleźć oferty ze swoich ulubionych miejsc.
➖ Oceny restauracji są mało wiarygodne – obecnie chyba wszystkie miejsca mają maksymalną liczbę gwiazdek. Prawdopodobnie jest to spowodowane tym, że wystawienie oceny jest obecnie obowiązkowe.
➖ Nie ma możliwości filtrowania ofert, a przydałby się filtr na dania wegetariańskie albo bezglutenowe.
➖ W Krakowie podobno już ponad 50 restauracji korzysta z MNIAM, jednak w ciągu zeszłego tygodnia maksymalna liczba dostępnych ofert (jaką zauważyłam zerkając na aplikacje kilka razy dziennie) wynosiła 24. Jak na Kraków to wciąż za mało, jednak Phenomaly zapewnia, że ta liczba będzie się zwiększać.
➖ Nie wszystkie restauracje są kreatywne – niektóre każdego dnia proponują to samo, trochę nudne może być codzienne przewijanie tego samego dania.

Plusy:

➕ Aplikacja rozwiązuje częsty problem z cyklu “gdzie zjemy dziś coś ciekawego”, przedstawia konkrety i ułatwia szybką decyzję.
➕ Nie trzeba się bawić w dzwonienie i rezerwowanie miejsc. Możemy być pewni, że zarówno stolik, jak i danie, będą na nas czekać.
➕ Możliwa błyskawiczna płatność, nie trzeba mieć przy sobie portfela.
➕ Szansa na odkrycie nowych miejsc w mieście, w tym tych, które zmieniły lokalizację lub znajdują się z dala od centrum albo w zakamarkach uliczek.
➕ Dzięki systemowi ocen i komentarzy, restauracja dostaje natychmiastowy feedback na temat jedzenia i obsługi, co – mam nadzieję – przekłada się na wzrost jakości usług.

Aplikacja Mniam opinia Krakow Veganic
Burger z bakłażanem w cieście orzechowym (30 zł), w tym piwo za 1 zł, w restauracji Veganic

Podsumowanie


Przyznam, że kiedy pierwszy raz usłyszałam o MNIAM, nie zrobiła na mnie większego wrażenia, ale teraz wiem, że to dlatego, że nie do końca rozumiałam, jak ona działa. Po tygodniu testów widzę w niej duży potencjał. Wróżę spory sukces, jeśli: lista restauracji korzystających z MNIAM będzie rosła oraz jeśli restauracje będą dbały o jakość wystawianych ofert, a także o jakość zdjęć, które te oferty prezentują. Nie ulega wątpliwości, że to rozwiązanie jest też świetnym narzędziem marketingowym dla restauratorów, którzy w prosty sposób mogą przyciągnąć klientów “z ulicy” (zamiast wystawiać tabliczki i zatrudniać naganiaczy z ulotkami) oraz kontrolować ruch w swojej restauracji. Użytkownikom z kolei podsuwa się całą gamę jedzeniowych opcji, jednocześnie maksymalnie ułatwiając cały proces wizyty w restauracji, od rezerwacji, poprzez wybór dania aż po płatność. Coś mi mówi, że będzie to też atrakcyjna aplikacja dla osób odwiedzających Kraków.

Aplikacja Mniam opinia Krakow Musso Sushi
Ramen (28 zł) w restauracji Musso Sushi


Odbierz 25 zł na dowolny posiłek


1. Pobierz stąd aplikację MNIAM.
2. Zarejestruj się.
3. W aplikacji wpisz kod referencyjny dan.ani38 (kliknij w pierwszą ikonę w lewym dolnym rogu i dodaj kod).
4. Kupon o wartości 25 zł jest Twój!

Kupon będzie ważny przez rok od momentu otrzymania, można z niego skorzystać w ramach oferty dowolnej restauracji w aplikacji MNIAM i tylko płacąc przez aplikację. Pamiętajcie, że rejestrując się w aplikacji automatycznie generujecie swój własny kod referencyjny  polecając aplikację swoim znajomym i podając im swój kod, macie szansę na otrzymanie dodatkowych kuponów. 

Dajcie znać w komentarzach, co myślicie o MNIAM. Twórcy mają ambitne plany wystartowania także w innych miastach  myślicie, że mają szansę na sukces? 

Aplikacja Mniam opinia Krakow Bistro BeneAplikacja Mniam opinia Krakow Bistro Bene

Powyższy artykuł powstał dla Was dzięki współpracy z MNIAM. 

28 lipca 2017

Pedro Lemos (Porto)


Będąc niedawno w Porto, nie mogłam nie skorzystać z okazji i nie odwiedzić chociaż jednej z dwóch restauracji z gwiazdką Michelin, którymi szczyci się to miasto. Wybór, dość przypadkowo, padł na restaurację Pedro Lemosa, który może chwalić się tym prestiżowym wyróżnieniem już od 2015 roku, otrzymanym po pięciu latach pracy nad swoją autorską kuchnią. Ta gwiazdka była pierwszą gwiazdką w Porto od 35 lat, a więc poprzeczka zawisła wysoko.

Pedro Lemos znajduje się z dala od głównych turystycznych szlaków, w dzielnicy Foz do Douro, do której dojazd ze stacji São Bento zajmie około dwudziestu minut samochodem. Restauracja mieści się na dwóch piętrach starego, odrestaurowanego budynku  na dole jest recepcja i świetnie wyeksponowane wina, na górze z kolei znajduje się sala dla gości, taras oraz niewielki ogródek, z którego Lemos czerpie sezonowe zioła i warzywa do swojej kuchni. Wnętrze jest eleganckie, ale zupełnie bez nadęcia, nowoczesne i minimalistyczne  klimat tworzy głównie nastrojowe oświetlenie, liczne ceramiczne jaskółki na suficie i ścianach są właściwie jedyną dekoracją w górnej sali. 

Od razu wspomnę o obsłudze, która składa się z dość młodych, ale świetnie wyszkolonych osób. Ma się wrażenie, że kelnerzy mają oczy dookoła głowy, zawsze znajdują się w odpowiednim miejscu o właściwym czasie jednocześnie nie narzucając się. Serwis działał dość sprawnie przez większość wieczoru, jedyny długi przestój pojawił się w oczekiwaniu na drugie danie główne  niestety widać było, że większa liczba gości w restauracji sprawia problemy organizacyjne. 

Karta z menu degustacyjnym jest stosunkowo krótka, bo zawiera trzy przystawki, cztery dania główne oraz dwa desery  to z nich można dowolnie ułożyć sobie kolację składającą się z pięciu (100 euro) lub siedmiu dań (120 euro). Do dyspozycji gości jest również nieco dłuższa karta, która funkcjonuje na zasadzie à la carte i zawiera niektóre propozycje z menu degustacyjnego. Analizując ceny, doszłam do wniosku, że ta opcja mniej się opłaca, chyba że zdecydowałabym się na zaledwie dwie lub trzy tańsze pozycje. Należy pamiętać, że w przypadku rezygnacji z menu degustacyjnego, woda oraz zestaw chleb, masło i oliwa to dodatkowy koszt odpowiednio 3 i 5 euro. Wine pairing z kolei kosztuje 50 i 70 euro, w zależności od wielkości menu degustacyjnego. Pedro Lemos oferuje szeroką kartę win, w tym z wielu regionów Portugalii, a także dość obszerną listę etykiet dostępnych na kieliszki, i to w trzech różnych objętościach, co zasługuje na pochwałę.

Zdecydowałam się na pięciodaniową kolację, która rozpoczęła się od dość mocnego akcentu: jędrnej i pełnej smaku krewetki z Algarve z aksamitnym kremem z homara, tostem pszennym oraz pianą z wódki, która zaskakująco dobrze skomponowała się z zawartością miseczki. Drugim amuse-bouche była sałatka z ośmiornicy z delikatnym guacamole i soczystym, lekko kwaskowatym pomidorem. Ośmiornicą zajadałam się w Portugalii na każdym kroku  tu była tak świetna, że aż żal, że nie pojawia się jako główna bohaterka żadnego dania w regularnej karcie. 

Następnie przyszedł czas na dwa rodzaje pieczywa wraz z wręcz odbierającym mowę, obłędnym kozim masłem o jedwabistej konsystencji oraz oliwą z intensywną nutą goryczki. Tę ostatnią podano w formie żelu, co znacznie ułatwiało degustację. Na przystawkę wybrałam homara z selerem z restauracyjnego ogródka  tu zaskoczyła mnie wielkość porcji, bo mięsa homara było naprawdę sporo. Przyrządzony był idealnie.

Przy kolejnej przystawce również zostałam przy owocach morza  squid, fumeiro, scarlet shrimp sauce  to zgrillowany w punkt kalmar nadziewany wędzoną kiełbasą wieprzową domowej roboty z regionu Trás-os-Montes w towarzystwie... sosu krewetkowego. To było dość interesujące połączenie intensywnej nuty owoców morza z wędzonym mięsem. Połączenie, które z chęcią bym powtórzyła w pokaźniejszej wersji. 

Danie rybne, czyli “corvina z haczyka” też nie zawiodła. Wokół ultrasoczystego, idealnie rozwarstwiającego się kawałka ryby z cienką, chrupiącą skórką dumnie stały jędrne szparagi otoczone  co ciekawe  charakternie przełamującym smak koperkiem. To pierwszy raz, gdy widziałam w portugalskiej kuchni tę roślinę; z tego, co mi wiadomo, zazwyczaj Portugalczycy za nią nie przepadają. Na talerzu pojawił się także mus z topinamburu i kilka mięsistych małży dywanowych pozbawionych muszli (amêijoas). Nic dodać, nic ująć.

Świnia iberyjska to produkt, do którego dostęp mamy również w Krakowie choćby dzięki Euskadi – łatwo się w nim zakochać! To mięso ma zupełnie wyjątkowy smak, a w Portugalii można go spróbować w wielu miejscach i na wiele sposobów. To z pozoru banalne danie Pedro Lemosa powoli odkrywa najlepsze karty: idealnie soczysta i krucha struktura dość pokaźnego kawałka, którego jedną z najlepszych części jest ta najtłustsza, gnocchi, z których stopniowo wyłania się wyraźna nuta trufli oraz młode warzywa ugotowane al dente  wszystko to tworzy kompletną, zamkniętą i daleką od banału potrawę.

Przeddeser w postaci wariacji na temat wiśni z kontrapunktem w formie kremu waniliowego i zimnej bezy oraz z esencjonalnym sosem wiśniowym sprawił, że miałam nieopanowaną ochotę oblizać talerz. A właściwy deser, czyli banan o wielu smakowitych teksturach z nutą lawendy i perełkami sago (do złudzenia przypominające tapiokę, tyle że sago pochodzi z wnętrza palmy sagowej, a nie z manioku) o smaku wina Madera był świetnym ukłonem w stronę tej pięknej portugalskiej wyspy, którą odwiedziłam dwa miesiące temu. 

Jak widać na zdjęciach poniżej, w wielu przypadkach dania nie grzeszą prezentacją, ale za to nie ma też w nich sztuczek i pretensjonalnego przekombinowania. Pedro Lemos wyraźnie stawia na prostotę i produkt, a jego autorskim kompozycjom nie sposób odmówić znakomicie skomponowanego smaku. Jeśli chodzi o portugalskie restauracje z kategorii fine dining, w moim rankingu najwyżej nadal plasuje się dwugwiazdkowa Belcanto José Avilleza w Lizbonie, ale będąc w Porto, warto rozważyć i ten adres.

Restauracja Pedro Lemos
Szef kuchni: Pedro Lemos
Rua Padre Luís Cabral, 974, Porto, Portugalia

Gdzie zjeść w Porto

Gdzie zjeść w Porto

Gdzie zjeść w Porto

Gdzie zjeść w Porto

Gdzie zjeść w Porto

Gdzie zjeść w Porto

Gdzie zjeść w Porto

Gdzie zjeść w Porto

Gdzie zjeść w Porto
Gdzie zjeść w Porto


Bądź na bieżąco: